Kategorie: Wszystkie | dialogi | monologi | rysunki | wyliczanki
RSS
wtorek, 04 września 2012

Wkurzył mnie Blox, bo od jakiegoś czasu w nagłówku bloga zaczęły wyskakiwać jakieś durnowate reklamy. Wybrałam ten portal właśnie dlatego, że tu tego nie było, ale skoro na bloxie też pojawiły się bezpłatne spoty reklamowe, należy się ewakuować. Nowy adres to:

www.niewylewaj.blogspot.com

Wszystkie kolejne wpisy będą się pojawiać już na nowej stronie, archiwum też tam przeniosę jeśli macie mnie gdzieś w linkach to możecie sobie zmienić.

17:19, dostojna
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 lipca 2012

Już niewiele czasu zostało do końca mojego niemieckiego wygnania. Nie wiem co będę robić potem, ale i tak liczę nadgodziny aby urwać się szybciej. Codziennie cztery razy osiem wychodzi mi trzydzieści dwa. Każdego dnia wykonując mnożenie w głowie (bo umiem) jest tyle samo, a zawsze mam nadzieję, że może jednak przeżyję jakieś zaskoczenie. Nie chce mi się pisać, temat niemieckiego zadupia już się skończył, tu też niewiele już mnie zaskakuje. Chciałabym się nauczyć czegoś nowego, może jakieś angażujące hobby sobie znaleźć, pracę ciekawą. Już prawie zostałam miłośniczką szachów, ale kiedy ustawiłam w komputerze poziom trudności na wyższy (2/10), przestało być zabawnie. Krzyżówki rozwiązuję też tylko do momentu, w którym się zatykam na pytaniu, jak nazywa się filipiński lotokot - gdyby stała przede mną Kazimiera Szczuka pewnie bym się rozpłakała.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Wczoraj w końcu zaświeciło słońce, więc postanowiłam chociaż raz w pełni skorzystać z tego, że mieszkam teraz nad morzem. Wybranie odpowiedniej plaży powinno być proste - przy każdym wejściu stoi tablica informująca o charakterze danego odcinka. Niektóre są oznaczone jako plaże dla psów, a inne jako FKK, czyli plaże nudystów.  Psa nie mam, a pokazu swego boskiego ciała robić nie zamierzam (bo niby z jakiej racji), więc skorzystałam z wejścia, przy którym nie było żadnych takich znaczków.  Stanęłam sobie na piasku, rozglądam się i widzę, że jakieś rodziny z dziećmi siedzą więc chyba będzie ok, może tym razem nie przylezie mi żaden stary, goły Niemiaszek i wypoczynku nie zakłóci. Ledwie weszłam do wody, a już widzę, jak 10 m dalej do tegoż samego morza wbiega banda roześmianych golasów. Spojrzałam za siebie, na te rodziny z dziećmi, które to wcześniej usypiały moją czujność, a tam dopiero scenki rodzajowe: stoi sobie goła parka na oko pod pięćdziesiątkę i na golasa, z dziećmi zamek z piasku wznoszą. Kawałek dalej starszawy, gruby, łysiejący gość drapie się po gołym tyłku - ten to nawet całkiem kulturalnie, bo koszulkę założył. Nie wiem o co chodzi, albo z nimi jest coś nie tak, albo to ja dzioucha z zimnego wschodu taka nieprzystosowana.

niedziela, 10 czerwca 2012

Jako znana miłośniczka futbolu, również mam już swoich faworytów w mistrzostwach Europy.

Reprezentacja Watykanu

piątek, 08 czerwca 2012
czwartek, 07 czerwca 2012

Boję się ludzi poważnych.

poniedziałek, 14 maja 2012

Poprosili mnie dziś w pracy o znalezienie jakiegoś kontaktu do takiego jednego Polaka, o którym wiadomo tylko jak wygląda i mniej więcej czym się zajmuje. Znalazłam cały komplet danych tego gościa i z dumą pomyślałam, że pora wysłać CV do Mossadu.

czwartek, 10 maja 2012

Zrobiło się cieplej, więc mój pokój powoli przemienia się w wydmę. Póki co najwięcej piasku jest w okolicy butów, torebek i plecaków, ale myślę, że zasypanie reszty tego niewielkiego terytorium jest tylko kwestią czasu.

Zjadłam wszystkie najlepsze ciastka z opakowania, poczym stwierdziłam, że na brzuchu zaczęła kiełkować moja pierwsza, własna fałdka. Zlękłam się stwierdzając, że nie da się już ustalić ilości żeber za pomocą wzroku. Policzyłam sobie BMI, a to mi krzyknęło, że brawo, ideał i tak trzymać, ale jak ideał skoro widzę rodzącą się wypukłość?! W związku z powyższym powzięłam postanowienie: najpierw zrobić kilka brzuszków, a dopiero potem zjeść golonkę.

Przyjechała polska TiVi i kazali mi gwiazdorzyć. Spięłam się przeokrutnie, ale wydukałam dwa słowa powtarzając się przy tym trzykrotnie.

poniedziałek, 07 maja 2012
czwartek, 03 maja 2012

Francuz pojechał do Francji. Śmiałam się z niego na każdym kroku, ale jednocześnie fajnie, że było się do kogo odezwać, chociaż mocno kulało wzajemne zrozumienie. TV mi wyłączyli, bo była analogowa, a Niemcy jako naród nowoczesny gardzą takimi starociami. Mam za to teraz poranki z Krystyną Czubówną na żywo, bo na drzewie stojącym tuż przed moim oknem dwie sroki wiją swoje gniazdo. I to nie żadne tam dwa patyki na krzyż, ale duża, solidna niemiecka konstrukcja. Mam tylko nadzieję, że nie przewidują urządzenia sobie wychodka na moim parapecie. Sroka ponoć jest złodziejka, więc już się domyślam, kto mi ukradł rower. Nie wiem tylko gdzie go schowały, bo w tej ich nadrzewnej willi to się raczej nie mieści.

Przyśniło mi się, że zbliżała się wielka wojna, a „znajomi” z którymi nie utrzymuję kontaktu zaczęli nagle wszyscy pytać, czy mogliby się schować na moim odludziu. Właściwie to faktycznie byłoby tu całkiem bezpiecznie, bo wyspa mała, niczego szczególnego już nań nie ma, więc nawet bombardować się nie opłaca. A zatem ok., spoko luz – w razie wojny możecie się tu chować!



poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Dobrze mi zrobiły prawie 3 tygodnie odpoczynku od mojego zadupia. Dowiedziałam się, że Bałtyk może wyglądać jak Lazurowe Wybrzeże (byłam na Rugii), a małe miasteczko nie musi składać się tylko z bloków i napisów jebać Lubin (widziałam Stralsund). Będąc na kacu stwierdziłam, że wielu ludzi wygląda tak, jakby zostali wyjęci z jakiegoś filmu. Miałam akurat pod ręką parę osób, więc tak sobie wymyślałam, że jedna koleżanka to Brigid Jones, druga jest hakerką, kolega pasuje idealnie na złodzieja samochodów, a drugi za to sprawdziłby się w każdym filmie kostiumowym w roli romantycznego amanta. Mi niby koleżanka powiedziała, że mogłabym grać w jakiejś polskiej strzelance lat 90-tych jako dziewczyna gangstera lub bardziej jako ta o której Boguś Linda mógłby powiedzieć, że to zła kobieta była, ale nie wiem czy to pasuje, może ktoś wymyśli coś lepszego.

Poza tym najlepsze piosenki kabaretowe robił kabaret OT.TO.

wtorek, 03 kwietnia 2012

Nadal toczę swoją kulkę jak żuczek gnojaczek. Kulka całkiem kształtna, niemiecka, a więc też i solidna. Zatoczę ją teraz do miasta rodzinnego na okoliczność świąt, pomaluję i nazwę „pisanką”. Włożę do koszyka, ale trochę będzie śmierdziało, więc pewnie szybko wykryją podstęp. 

W mojej gnojowej kulce jest też taki berliński hip-hopek: Kobito&Sookee(Deine Elstern) - Augen Zu Trochę depresyjne i po niemiecku, więc to raczej taka ciekawostka przyrodnicza, nie musicie klikać.

czwartek, 22 marca 2012

W pustelni zagościła wiosna. Słońce daje pretekst to lansowania się w ciemnych okularach, kupionych rok temu w polskiej Biedronce, imperialistyczne stonki ziemniaczane wpadają pod opony roweru, których chyba nigdy nie uda mi się porządnie napompować, a pająki rozmnażają się jak pokręcone. Otwierane teraz okno to chyba trochę taki ichniejszy upadek Muru Berlińskiego, bo nagle zaczęło się jakieś wielkie łączenie pajęczych rodzin – co jednego zabiję, pojawiają się dwa kolejne. Życie straciła również pierwsza wiosenna mucha, a ćwierkający radośnie ptaszek postawił, lub może raczej dokonał zrzutu, niemniej radosnego klocka na szybę samochodu.

Pogoda była głównym tematem rozmów podczas urodzinowej kawy pana dyrektora. Była tematem głównym, lecz nie jedynym, bowiem w pół godziny można również szczegółowo omówić walory smakowe konsumowanego ciasta. Zabawa przednia, chociaż później nieco bolał mnie kręgosłup od dbania o zachowanie prawidłowej postawy przy stole, a także kark i usta od uśmiechania się i potakiwania.

Zaczęłam pisać książkę Napisałam cztery strony, po czym doszłam do momentu, w którym należałoby zawiązać jakąś akcję. Wtedy wena wyszeptała słodkie „ciao!” i zniknęła za horyzontem, na którym zamiast zachodzącego słońca, majaczyła się torebka ryżu.

Byłam w mieście. Prawdziwym, takim co ma więcej niż 500 tys. mieszkańców. Wzruszyłam się na widok galerii handlowych, tramwajów i barów.

Pracodawcy poradzili mi, abym w niemieckim CV jako miasto narodzin wpisała „Liegnitz” zamiast „Legnica”. Tak uczyniłam. Poczułam się jak volksdeutsch. Zmieniłam.

poniedziałek, 12 marca 2012

W jednym z poprzednich tekstów (link) pisałam, że germańskie plemię mogłoby nosić „kiełbasopusze” (takie pióropusze, tylko, że z kiełbasy). Liściu mi wówczas odrzekł, że ludzie tego nie zrozumieją, że to za mocne na polskie dragi. Dziś wam odpowiem, żeście cieniasy! Moja wyobraźnia nie ma z tym problemów:

Kiełbasopusz (Wurstbusch)

czwartek, 08 marca 2012

W tym roku postanowiłam nie obchodzić Dnia Kobiet. Mówię stanowcze „nie” temu komunistycznemu pseudoświętu, wypinam się na wszystkie tulipany i goździki niepierwszej świeżości.

No dobra, a tak naprawdę to nie ja nie obchodzę Dnia Kobiet, a raczej on nie obchodzi mnie. Chociaż właściwie to obchodzi, w tym roku obszedł na przykład szerokim łukiem. Myślałam, że Niemcy może nowocześni i się głupotami nie zajmują, ale nie, w radiu trąbią od rana, że dziś Frauentag. W pracy jednak cisza. Dopiero po paru godzinach zorientowałam się, że wszyscy panowie z mojego piętra akurat dzisiaj musieli zostać w domu z powodu choroby lub urlopu. A więc tak Niemcy radzą sobie z Dniem Kobiet! Nadgniłego tulipana co prawda nie dostałam, ale muszę przyznać: chociaż raz zobaczyłam w Niemcach coś na kształt polskiego cwaniactwa i szczerze mnie to urzekło. A tego tulipana to sobie sama zrobię, jak tylko dokończę stojące obok wino.

 - Na zdrowie Dostojna!
 - Na zdrowie!



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
Autorka:
Dostojna trochę pisze, rzadziej rysuje, a z poezji tylko kpić potrafi. Jest dyplomowanym bajkopisarzem i od niedawna pracuje na odludziu gdzieś w Germanii.
Blog to nie pamiętnik.
NIE BIERZ DOSŁOWNIE WSZYSTKIEGO, CO MÓWIĘ!
Jako pani Mamoniowa z "Rejsu" dodam: "Nikt tu nikogo pod pistoletem nie zatrzymuje, wprost przeciwnie - ja tu siedzę z prawdziwą przyjemnością."
Kontakt:
dostojna @ gazeta . pl
stat4u